Bloog Wirtualna Polska
Są 937 724 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Super stronka!!!

środa, 25 stycznia 2012 15:38

Polecam wszystkim bloogerom tę stronę! Znajdziecie tu wiele ciekawych informacji, porad, a także moje opowiadania ]:-> Zaczęcam też do sięgnięcia po lekturę gazetki Victor Junior.

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330788409,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Szkolne przeżycia cz.2

czwartek, 12 stycznia 2012 16:05

Sprawia Fabiana załatwiona. Okazało się, że swoją wielką miłość ukrywał u tajemnicy. Po tym jak ich zobaczyłem już nie myśleli, żeby się całować, a zwłaszcza w miejscu publicznym. Ann zmieszana po prostu odeszła, a mój przyjaciel skazany był na tłumaczenia. Szkoda, że krzyknąłem wtedy. A mógłby być z tego piękny film na you-tube. Szatański plan poszedł na marne.

W weekend miał mnie odwiedzić mój kuzyn - Kevin. Długo nie przyjeżdżał więc postanowiłem posłuchać muzyki. Wcisnąłem na uszy słuchawki i na fula podkręciłem głośność. Zamknąłem oczy i wsłuchałem się w utwór Britney Spears. Nie usłyszałem, a co dopiero zobaczyłem, że ktoś wszedł do mojego pokoju. Osoba zwróciła mi uwagę potrząsając mną. Tak się przestraszyłem, że zleciałem z fotela klnąc przy tym siarczyście.

- Czy ciebie do reszty! Nie widziałeś, że odpoczywam! Kevin! Ty głupku! - wrzasnąłem pocierając łokieć.

- Wybacz. Nie chciałem cię przestraszyć. -zaśmiał się mój kuzyn - Co takiego słuchasz? Niech zgadnę… Hym… Britney Spears?

- No… nie… No dobra tak. Zadowolony? - powiedziałem czerwieniąc się jak burak. Nikt oprócz Kevina nie znał moich upodobań i czułych punktów. Wiedział, że jak mam zamknięte oczy to zawsze się przestraszę, a moją ulubioną piosenkarką jest… Britney. O tak… Ona…

- To co masz zamiar ze mną porobić? Pogramy w coś? Może pójdziemy na dwór? Wiesz. Mam nową piłkę. Możemy zagrać mały mecz. - zaproponował dwa lata młodszy ode mnie Kev, ale ja nie potrafiłem mu odmówić. Zdałem sobie sprawę, że jeszcze siedzę w pidżamie. Wygoniłem kuzyna i ubrałem sportową koszulkę i spodenki. Dzisiaj było wyjątkowo ciepło, więc trzeba korzystać z pogody. Przeszukałem szafę i zrobiłem niezły bałagan, aż w końcu znalazłem moje korki. Wybiegłem z domu do ogródka, a tam czekał już Kevin, który trzymał w rękach najnowszą piłkę z Pumy.

Graliśmy do obiadu. W trakcie meczu Kev zaliczył z pięć przewrotek i to wszystko dzięki mnie. Cały poodzierany poszedł do łazienki, w której zastał Grace. Zapomniała zakluczyć drzwi i Kevin przyłapał ją w dość niekomfortowej sytuacji. No wiecie… Dziewczyna się tak na niego wściekła, że musiała wstać z "tronu" i przegonić kuzyna. Ja rozbawiony czekałem w kącie, a dokładnie leżałem kwicząc ze śmiechu. Kev obrzucił mnie tylko lodowatym spojrzeniem i odszedł do kuchni.

- Max. Mam coś dla ciebie. - rzekła ciocia Bonny (mama Kevina) podczas obiadu. W ręku trzymała małą paczuszkę.

- Co to jest? Gra komputerowa? Może nowa komórka? - z podekscytowania, aż spociły mi się ręce. Odebrałem paczuszkę od cioci.

- Zostawiłeś go podczas ostatnich wakacji. - rzekła ciocia.

- Przytulak! Stęskniłem się za tobą! - wykrzyknąłem kiedy zobaczyłem mojego ukochanego misia. Bez niego nigdy nie mogłem zasnąć. Przytuliłem go i cmoknąłem w nosek. Wkrótce zdałem sobie sprawę, że wszyscy się na mnie gapią i to z nie małym rozbawieniem. - Yyy… To znaczy… Ja już się misiami nie bawię. - wymamrotałem zmieszany i udałem, że szpinak mi smakuje.

Po obiedzie Kevin pojechał do domu. Odetchnąłem z nie małą ulgą, że już go nie muszę oglądać. Denerwuje mnie już od swoich narodzin. Kiedy tylko przyjedzie ciągle ta sama gadka. Kevinek to… Kevinek tamto… Uch! Rozpieszczony bachor.

W pokoju zadzwonił mój telefon. Dostałem SMS - a.

- Coś ty mi tu napisał, Fabian? - szepnąłem zaczynając czytać widomość:

Co ty na to, żeby pojechać do miasta? Może do MC'Donalda lub do galerii? Dzisiaj o 17:00. Napisz czy pasuje. Ann jedzie z nami.

Ann. No tak, bo on się bez niej teraz już nigdzie nie ruszy. Co tu dużo mówić. Muszę się zakolegować z tą dziewczyną. Odpisałem mu, że pojadę.

- Mamo! Jadę z Fabianem do miasta. Wrócę po ósmej. Idę! Pa! - powiedziałem i ubrałem inne spodnie.

- Dobrze! Będziesz jadł kolację? - zapytała mama.

- Nie. - i wyszedłem na spotkanie z przyjacielem i jego dziewczyną.

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330748349,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Percy Jackson i bogowie olimpijscy Tom 1

czwartek, 12 stycznia 2012 15:45

 

 

Oto moja pierwsza recenzja książki. W tym tomie młody chłopak, Percy, dowiaduje się, że jest synem wielkiego boga greckiego - Posejdona. Wybiera się on do obozu herosów, gdzie szkoli swoje umiejętności bojowe. Jednak został oskarżony o kradzież Piorunu Zeusa. Musi wyruszyć w podróż, pełną niebezpieczeństw i oddać broń Władcy Bogów.  

Książkę czyta się dosyć szybko. Nie jest wcale nudna i poleciłbym ją każdemu. Bez względu na to czy lubicie przygodówki czy też nie, musicie sięgnąć po tę lekturę 

 

Ocena: 5/5

 

Okładka książki

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330748264,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Na co ta magia?

środa, 11 stycznia 2012 18:21

Była noc, a nocą dzieją się różne rzeczy. Ludzie powiadają, że dusze zmarłych powstają zza światów, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza ziemskiego, przejść się na spacer do parku lub pogadać z innymi duchami. Inni mówią, że dzieją się wtedy czarodziejskie cudy. Światełka migają w wielu barwach na całej planecie, a magowie szukają uczniów. I to potwierdziło się wtedy, wtedy kiedy jeden wielki czarodziej poszukiwał swojego podopiecznego. Minęły już cztery lata od odejścia jego ostatniego ucznia, który został wydalony z jego słynnej szkółki, z powodu takiego strasznego, że raczej wam o nim nie napiszę.

 Błąkał się ów mag po Ziemi w nadziei, że któregoś dnia odnajdzie wymarzonego czeladnika i wyszkoli go na niezwykłego czarodzieja. Biedny Gron niestety nie miał szczęścia i musiał szukać, i szukać.

- Miej nadzieję, miej nadzieję, chłopie. Jeszcze jutro może być ten dzień... - mówił do siebie, kiwając smutno głową.

Gron przechodził wśród gęstych gąszczy lasu Humbist, w którym ludziom wydaje się, że zza każdego rogu może wyskoczyć demon lub jakiś niedźwiedź. Ogromne sosny, niczym olbrzymy słaniają niebo swoimi rozłożonymi gałęziami, a małe krzaczki nadają miejscu taki tajemniczy charakter, ale to nic w porównaniu ze stosami kości leżących na poboczach, wśród paproci i kłujących pokrzyw. Nawet najodważniejsi chodzili tu z nie małym strachem, a Gron do takich nie należał. Dlatego też w dłoni owiniętej skórą i związaną rzemieniem trzymał elficki kostur. Każdy czarodziej po zakończeniu szkolenia otrzymywał magiczną pałkę, czyli kostur. Najczęściej były to drewniane laski zakończone zamkniętym okręgiem, a wewnątrz niego unosiły się klejnoty elfów, które nigdy nie wypadały, ponieważ były spowite ochronną tarczą. Młodzi magowie mieli tylko drewnianą gałąź wykonaną ze zlekceważeniem. Drzewce było szorstkie i niemiłe w dotyku, a klejnoty nie połyskiwały tak jak mistrzów. Gron jako najsławniejszy  mag, kostur miał wykonany z rzadkiego i mocnego drewna, połyskującego w promieniach słonecznych. Zakończony był szklaną, niezniszczalną kulą, a w środku podskakiwały fioletowe i niebieskie kryształy many elfów z You-Gah; plemienia elfów okrytych sławą z wytwarzania magicznych części uzbrojenia. Robione były one z taką starannością, że nie było widać nawet najmniejszej rysy po ciężkiej walce lub przeprawie.

Wracając do Grona był to młody, ale i doświadczony jak na swój wiek czarodziej. Był średniego wzrostu, twarz miał urodziwą, o mocnych rysach, gładko ogoloną. Czaszkę pokrywała oliwkowa cera, a na niej rozwichrzone, brązowe włosy nachodzące na duże czoło. Oczy miał błękitne, o inteligentnym wyrazie. Prosty, wąski nos nadawał mu przystojnego wyglądu. Sam był rozsądny i sumienny. Nie oznacza to jednak, że nie postawiał na sowim. Musiał zawsze wygrać sprawę, w którą został wmieszany.

Nocą las Humbist był straszniejszy niż za dnia. Było tam kompletnie ciemno. Gdyby nie światło rzucane przez kostur Grona mężczyzna nie widziałby ścieżki, którą szedł.

Nagle usłyszał jakiś szelest. Pomyślał, że mu się zdawało, więc ruszył dalej. Po chwili znowu coś zaszeleszczało. Gron był gotów i krzyknął wyzywająco:

- Wyłaź! Czymkolwiek jesteś! Pamiętaj mam różdżkę i w każdej chwili mogę rzucić zaklęcie!

I usłyszał cichy, płaczliwy szept:

- Proszę o litość, panie! Ja jestem tylko małym chłopcem i nikogo nie chciałem przestraszyć, panie... Proszę jeszcze raz o wybaczenie...

Zza krzaku wyszedł mały chłopiec, mający może dwanaście lat. Gdy ukazał się oczom Grona, mag opuścił kostur.

- Dobrze, już dobrze... Nic się nie stało...- powiedział spokojnie czarodziej - Co cię sprowadza do takiego strasznego lasu? A w ogóle jak Cię nazywają?

- Panie, jestem Dawid Gontri z Defilanu, dla przyjaciół Dick. Jeśli chcesz panie możesz mnie zwać Dickiem.

- Dobrze, Dicku. Mnie nazywają Gron Wszechmocny. Mów do mnie po prostu Gron. Jak mnie zwałeś panem czułem się troszkę... staro. Ale co cię tu sprowadza?

- Pa... To znaczy Gronie... - poprawił się mały -  Moja rodzina jest bardzo biedna. Mama i tata nie żyją. Mnie wychowała siostra, która musiała ruszyć na kolejną misję. Nie wiem o co jej chodzi, ale domyślam się, że należy do Zakonu Sióstr Koliniczanek. No bo widzisz. Ona znika na kilka dni i mówi, że idzie do swojego wybranka Arona. No i nie ma jej zazwyczaj trzy, cztery dni, ale teraz czekałem za długo. Radziłem sobie jakoś. No i potem postanowiłem, że nie ma co zwlekać, pójdę i poszukam ją. No i sam wiele umiem. Uczyłem się z ksiąg zbioru naszej rodziny. Przetrwały one pokolenia i była tam wzmianka o... panu... to znaczy o Tobie Gronie. - i domyślił się kim jest ów mężczyzna stojący przed nim - To ty jesteś tym wielkim czarodziejem z naszego państwa? No nie mogę uwierzyć! Nie myślałem, że cię kiedyś spotkam!   

Gron uśmiechnął się do niego przyjaźnie odsłaniając przy tym rząd białych zębów. Pod pokrywać radości, a dokładnie w umyśle Grona był straszliwy mentlik. Stwierdził, że Dick ma odpowiednie umiejętności maga. Jak tu powiedzieć, że chcę żeby Dawid doszedł do jego małej szkółki? Jak go tym nie przerazić? Może... tak...

-Dawid mam do ciebie prośbę, a za razem pytanie. Jesteś dość inteligentny, bystry i spostrzegawczy. Nie wiem jak jest z twoją siłą i kondycją, ale to mało się liczy. Najważniejsza jest dla mnie siła woli, spryt i...

- Gronie... czy... ty... chcesz powiedzieć... MAGIA?

-No właśnie! - zakrzyknął z radością mag - A więc... Czy ty, Dawidzie Gontri z Defilanu przyjmujesz mą prośbę abyś stał się moim czeladnikiem? I nie mów ciągle "No i..."

Dla Dawida był to szok! On, taki mały, biedny i nic prawie nie warty chłopiec miał zostać uczniem najsilniejszego maga kraju... Nie! Nawet i świata! Co tu robić? Bogate, pełne dostatku życie stanęło mu otworem. Mógł przeżyć wiele przygód, nauczyć się czarować i jeśli już zakończy szkolenie, zostać Magiem Kręgu.

- Oczywiście! Postaram się poprawić. Lecz jeśli tylko pozwolisz zapytać. Nie stać mnie na naukę, księgi, a nawet na jedzenie. Co mam począć w tej chwili? - zapytał chłopczyk.

- Tym się nie martw. Ja zadbam o wszystko. Uff... Ale ze mnie powietrza zeszło. Nawet nie wiesz jak się cieszę! W nagrodę mogę ci zademonstrować pewne zaklęcie. No oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko temu, zademonstruję je na tobie.

- Err... Czy to zaboli? - przestraszył się chłopak.

- Postaram się żeby nie... OCZYSZCZENIE DUCHEM MAGII!

To co się stało było dla Dicka niesamowicie piękne. Wokół kostura Grona zebrała się niebieska mgiełka, która przybrała postać ręki ducha i ruszyła ona na chłopca. Ten się bardzo przestraszył, ale gdy tylko go doścignęła, spowodowała u niego przyjemnie mrowienie i błogą ulgę. Sam na chwilkę był otoczony ową mgiełką, a potem doznał uczucia jakby był uzdrowiony i wszystko złe się z niego usunęło.

- Och! Jakie to było fantastyczne. Czy ja też tak będę umiał?

- Oczywiście, że tak. Ale musisz wybrać kierunek nauki o nazwie DUCH. Może opowiem ci o wszystkich. - zaproponował Gron - No więc. Rozróżniamy cztery kierunki główne: ŻYWIOŁY, MOCE LECZENIA, DUCH oraz MAGIA ŚMIERCI. Każdy z nich pomoże ci rozwinąć moc many. Na przykład MAGIA ŚMIERCI da ci manę która pozwoli ci się silić czyjąś śmiercią. Nie jest to zbyt dobry kierunek główny, ale niektórzy też go wybierają... Cóż ja zawsze jestem temu przeciwny, ale wracając do mocy many. W profilu DUCH mana pozwala ci tworzyć tarcze antymagiczne oraz silić się maną innych. Bardzo ciekawe.  MOCE LECZENIA to jakby mana lecząca i niezbyt przydatna w walce, ale jeśli podejmiesz się pracy w grupie jest potrzebna do uzdrawiania przyjaciół. No i zostały ŻYWIOŁY. Jest to najprostsza i najczęściej wybierana moc many wśród uczniów. Przydatna i to bardzo. Nie wiem jak ty, ale ja wybrałem na początku DUCH... - zrobił chwilową przerwę i zapytał:- A więc czy dokonałeś już wyboru, czy też wolisz się z tym przestać i powiesz mi jutro?

- Cóż... Powiem jutro. Jest coś jeszcze?

- Tak. Są to moce uboczne. Istnieją też cztery ZMIENNOKSZTAŁTNOŚĆ, OPIEKUN ŻYĆ, MAGIA BOJOWA oraz MAGIA KRWI. To są specjalizacje rozwinięte. Dzielimy je na dwie zasadnicze grupy Dobro i Zło. Do Dobra należą OPIEKUN ŻYĆ i MAGIA BOJOWA, a do Zła ZMIENNOKSZTAŁTNOŚĆ i MAGIA KRWI. Oj, ostrzegam Cię przed MAGIĄ KRWI. Jest to silna aczkolwiek mroczna i niebezpieczna magia. Przesadzając z rabunkiem krwi dochodzisz automatycznie do Kręgu Przepitych. Jest to organizacja czarnoksiężników o złej i potężnej mocy. Nawracają nawet dobrych na swoją stronę. Jeśli mógłbym Ci doradzić, powinieneś wybrać MAGIĘ BOJOWĄ. Pomoże ci zwiększyć swoją skuteczność w walce w starciu wręcz, a także zwiększy twoją żywotność. Do many zdolności głównej też się dołoży. To wszystko co powinieneś wiedzieć. A! - przypomniał sobie Gron - Kostur i szaty. Powinieneś wiedzieć, iż kostur będzie słaby i niezbyt wytrzymały. Więc będziesz musiał o niego dbać. Szaty otrzymasz gdy tylko dotrzemy na miejsce.

Teraz Dick miał wiele czasu na przemyślenia. Którą tu umiejętność wybrać? Może popełnię zły wybór? I jak się dostaniemy do jego szkoły?

Dawid zasnął późną nocą. Księżyc oświetlał ich małe obozowisko. Po zjedzonej obfitej kolacji zdążył obejrzeć jeszcze widowiskowy pokaz magii. Gron używał wszystkich umiejętności głównych. Najbardziej spodobały mu się pokazy umiejętności DUCH i MAGIA ŚMIERCI. Gdy zrobiło się nagle ciemno i ponuro mag wyczarował niebieską mgłę, która spowodowała, że ciemności zniknęły. Sama mgiełka jak się pojawiła tak znikła.

W swoim namiocie podjął ostateczną decyzję, a potem próbował usnąć. Śniło mu się, że jest magiem i walczy z demonami. Był już o wiele starszy i wyższy. Czarował tak znakomicie, że nie chciało mu się obudzić. Myślał też, że nigdy tak się nie stanie więc chciał jeszcze troszkę tak pięknie pospać.

Rano obudził się wypoczęty i gotowy powiedzieć Gronowi jaką podjął decyzję. Bał się. Musiał znaleźć czarodzieja i z nim porozmawiać. Wychodząc z namiotu usłyszał znajomy głos. Okazało się, że to właśnie Gron. Szykował śniadanie i podśpiewywał sobie znaną ludową melodię. Gdy spostrzegł, że chłopiec się obudził i wyszedł na śniadanie zawołał z podekscytowaniem:

- I co młodzieńcze! Podjąłeś już decyzję?

- Yyy... No tak... Ale chciałbym to omówić. Wybrałem... yyy... no... te... DUCH i MAGIA BOJOWA. I co o tym sądzisz?

- Ha! Bardzo dobry wybór. Niebywałe - zapiszczał rozradowany mag - wybrałeś to samo co ja w młodości. I co tu chcesz omawiać? Bardzo dobry wybór! Powinieneś być z siebie dumny.

- Aha... Yyy... no bo mi się... podoba też... MAGIA ŚMIERCI. Yyy... ale wybrałem... no te...

- Och... - westchnął Gron - Nie powstrzymuję cię przed wybraniem tej umiejętności, ale to co wybrałeś mnie cieszy. No bo widzisz. DUCH to magia Światłości. Dążąc tą ścieżką dokonasz wielu dobrych czynów. MAGIA ŚMIERCI to droga Mroku. Nie wiele zdziałasz dla dobra, ale złu w tym pomożesz. Teraz rozumiesz dlaczego ci to odradzałem?

- Tak. Więc chyba podjąłem dobrą decyzję?

- Oczywiście!

- To świetnie! Yyy... kiedy zaczynamy?

- Cóż... Powinniśmy już ruszać. Podróżowałeś kiedyś za pomocą Kielicha Don-Yonh? Przypuszczam, że nie. Jest do kielich teleportacji. Dotykając go przenosisz się do drugiego bliźniaczego kielicha. Ten - powiedział mag wskazując na piękny, srebrny, zdobiony półmisek z dużą brylantową nóżką - zaprowadzi nas do mojego domu. To co? Gotowy?

- No chyba... tak. Tylko dotknąć?

- Jak najbardziej! Idź. Będę za tobą.

Dick ruszył do przedmiotu. Nawet nie zjedli śniadania! Podszedł ostrożnie i dotknął. Przez chwilkę nic się nie działo, ale potem chłopak znalazł się w najpiękniejszym miejscu w swoim życiu.

:-)

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330746094,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Szkolne przeżycia

środa, 11 stycznia 2012 18:10
Jak zawsze obudził mnie ten wstrętny budzik. Co innego mogłem zrobić
jak tylko wstać, ubrać się i posłuchać wrzeszczenia mamy, która już
narzekała, bo zaspałem. Wrzuciłem na siebie jakieś obcisłe jeansy,
pasiasty sweter i zszedłem na śniadanie. Przy stole siedziała już moja
siostra Grace, która umalowana zajadała owocowe musli.  I
usłyszałem ten piękny dźwięk.
- Znowu nie uczesany? Ale biegiem mi do łazienki i zajmij się tą szopą.
- zwróciła mi uwagę, jak co dzień, mama.
W ubikacji spojrzałem w lustro i zobaczyłem tę osobę, którą byłem
ja.  Długie włosy przypominały dżunglę pełną zaschniętych,
brązowych drzew. Oczy delikatne podbite błękitnego koloru, spoglądały
na odbicie sennym wyrazem. Dodatkowo jeszcze wąskie usta drżały mimo
mojej woli. Zawsze jak jestem śpiący twarz w okolicy warg robi mi jakieś
psikusy. Po prostu taki już jestem. I zawsze taki będę. 
Sięgnąłem po najbliższy grzebień, rozczesałem tą czuprynę i
nałożyłem na nią troszkę żelu do włosów.
Śniadanie okazało się całkiem sprośne: kakao i kanapka z szynką.
Musiałem się pośpieszyć, bo nadchodził czas pójścia do szkoły. 
Wypiłem napój jednym łykiem, a kanapkę postanowiłem zjeść po drodze.
Ubrany w swoje ulubione buty i bluzę, ruszyłem na spotkanie z Fabianem.
Mój najlepszy kumpel mieszkał w pobliżu sklepu monopolowego, a ja i tak
miałem do niego spory kawałek drogi do przejścia. Przy drzwiach
krzyknąłem do mamy zwyczajne "pa"  i wystrzeliłem z domu jak z
procy. Pierwszą część drogi pokonałem w biegu, aż uświadomiłem
sobie, że idę w złym kierunku. Musiałem zawrócić i przyspieszyć
biegu.
Koło sklepu Fabian czekał jak zawsze. Zauważył, że biegnę i pomachał
mi na powitanie.
-  Cześć, Max! Gdzie się tak śpieszysz? - powiedział Fabian i udał
ubawionego tym co przed chwilą zobaczył.
- Uch… Myślałem już, że się spóźnię… a jednak. - wysapałem ze
zmęczenia. - Do szkoły pójdziemy już powoli… Co nie?
- Raczej tak… Zostało nam jeszcze troszkę czasu. Na co ci ta kanapka? -
zdziwił się Fabian.
- To moje śniadanie. Pójdziemy wreszcie? Nie chcę się spóźnić. A
zwłaszcza dzisiaj. - wymamrotałem.
- No tak… Dyro powiedział Ci, że jeszcze jedno spóźnienie i Cię
zawiesi. Nie mam racji?
- Tak. Największą.
Ruszyliśmy do przodu, a gdy już znaleźliśmy się przy drzwiach szkoły
usłyszałem głos, którego nigdy nie mógłbym zapomnieć. To była…
ONA!
- Hej, Max. Jak tam? Może przyjdziesz dzisiaj do mnie po szkole?
- Nie… yyy… bo… mam lekcję pływania. Sorry, Susan. - powiedziałem
do dziewczyny-potwora. Tak naprawdę Susan to troszkę otyła i pusta
dziewczyna, której unikają wszyscy chłopacy. Nikt nic chce się z nią
zadawać, a jak się jej ktoś spodoba to nie odpuści. Tym razem traf
padł na mnie.
- No cóż… Szkoda. No to do zobaczenia na lekcji. - powiedziała i
zatrzepotała swoimi rzęsami.
Koszmar dopiero się zaczął, a ja już tego nie wytrzymuję! Spodobałem
jej sie dopiero tydzień temu, kiedy przyszedłem do szkoły w swojej nowej
bluzie. Tak jej odbiło, że nawet chciała wejść do męskiej szatni i
zobaczyć mnie bez koszulki. Na szczęście W drzwiach stał Bob. Taki
wielki mięśniak z mojej klasy. Każdy go lubi, bo jako jedyny może
dopędzić Susan. No i kiedy ona stanęła przed nim kopnął ją w
łydkę, a ona się przewróciła. Musiałem dać Bobowi lizaka jako dług
wdzięczności. 
- Fabian! - zawołałem podczas przerwy. To co zobaczyłem… nie
można tego opisać. Mój przyjaciel właśnie siedział na murku obok
najpiękniejszej dziewczyny w
klasie i ją, oni, no nie wiem... oni się… obściskiwali. "Uch…
Jakie to odrażające.
Fabian ma dziewczynę i mi nic o tym nie powiedział. Chyba to miał być
sekret. Będę dobrym przyjacielem i nie wtrącę się… chyba."
pomyślałem, ale jednak mój krzyk rozdrażnił pakę i zwrócili swoje
oczy na mnie… 

Co będzie dalej? Chyba się domyślicie. ;-)

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330746072,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

czwartek, 17 maja 2012

Licznik odwiedzin:  150 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Archiwum

O moim bloogu

Na tym blogu będę ukazywał recenzje książek, ale także moje własne opowiadania i propozycje książek do poczytania w deszczowe dni.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: